Po godzinach…

Sznurkowa tęcza razy dwa

Gdy skończyłam swój pierwszy sznurkowy dywanik wiedziałam, że coś jeszcze musi powstać z tego materiału. Szybki przyrost robótki i cuda jakie można z niego wyczarować widziane na innych blogach, nie pozostawiły mnie obojętną.  Tym bardziej, że nadarzała się niezła okazja, prezenty gwiazdkowe.

Zaopatrzyłam się w siedem cudnych kolorów, a udziergiem postanowiłam obdarować siostrzenice. Jedna ma już swój pokój, ale do tej pory nie miała dywanika przy łóżku, druga niedługo będzie „eksmitowana” z sypialni rodziców do swojego pokoju, więc już taki prezent na „dzień dobry” dostała 😉

Naoglądawszy się drutowych cudów ze sznurka, z zapałem chwyciłam za druty i zaczęłam machać. Przyznam szczerze, że zostałam niemile zaskoczona, że tak ciężko się go przerabia (przynajmniej mi). Po tygodniu dziergania z przerwami myślałam, że ręce mi odpadną. Kilka razy zastanawiałam się, czy nie spruć i nie zrobić szydełkiem. Jednak wytrwałam, a efekt końcowy wszystko wynagrodził 🙂

Lewa strona

W sumie to chyba bez różnicy, którą stroną zostanie położony, bo jedna i druga prezentuje się, moim zdaniem, bardzo dobrze 🙂

Dywanik robiony na drutach powędrował do młodszej siostrzenicy. Do starszej powędrował szydełkowy, bo jakoś nie miałam ochoty dziergać drugiego na drutach to raz, a dwa lubię jak moje prace czymś się różnią 🙂

Szydełkowy dywanik wyszedł dłuższy, więc żeby go bardziej nie wydłużać nie zrobiłam ostatniego, żółtego, pasa, tylko zamiast tego powstał żółty brzeg oczkami ścisłymi.

A tu już dywaniki dwa 🙂

Po całej akcji zostało mi trochę różnokolorowych końcówek, więc teraz coś muszę z nich wykombinować. Może Wy macie jakieś podpowiedzi i propozycje na co wykorzystać resztki? 🙂

0 0 głosów
Ocena artykułu
Exit mobile version