Nie wiem jak Wy, ale ja nie przepadam za trzema rzeczami jeśli chodzi o robótkowanie…
…pierwsza z nich to łączenie elementów (szydełko), druga chowanie nitek, a trzecia, zszywanie (druty). I to właśnie z powodu tej ostatniej przypadłości sweter trochę czekał zanim doczekał się końca. Poszczególne elementy powstały w miarę szybko, bo włóczka grubsza, a i druty spore. Niestety samo pozszywać się nie chciało 😉
Postanowiłam sprawić sobie jakąś swetrową narzutkę. Coś co można wrzucić na plecy, gdy biega po nich chłód. A używając określenia mojej dziergającej koleżanki, zrobiłam sobie okryjbiedę 😀
Zainspirowana zdjęciem z Sabriny 1/2016 zaczęłam przeczesywać czeluści moich włóczkowych zapasów, pamiętając, że kiedyś widziałam coś, co teraz będzie idealnie pasować do wzoru. Inna historia to to, czy jest tego wystarczająca ilość…
Wygrzebawszy zapasy włóczki Lana Gatto Volga zabrałam się do pracy. Było po drodze trochę prucia i kombinowania, bo miałam tylko 9 motków (jakbym miała 1 motek więcej sweter byłby trochę dłuższy). Włóczka ta, to mieszanka wełny i akrylu z dodatkiem metalicznej nitki. Wybrałam odcienie szarości i niebieskości z dodatkiem fioletu, bieli i srebrnej nitki. Pierwotny plan sprzed 2-3 lat to miał być szydełkowy żakiet, ale jak to często bywa plany uległy zmianie. Włóczka trochę poczekała i teraz mam sweterek 😀
Cały wykonany jest ściegiem półpatentowym, a przód to dodatkowo rzędy skrócone. Jedno i drugie to dla mnie coś nowego. O ile trudno mi się wypowiedzieć co do rzędów skróconych i tego czy będę je wykorzystywać, tak wiem, że półpatent przyda mi się do zimowych kominów 🙂
Rzędy skorcone, którymi wykonana jest część przodu.
Górę wykończyłam niewielką stójką
A teraz proszę nie regulować monitorów, bo będą zdjęcia na ludziu, czyli mnie 😀
Włóczka: Lana Gatto Volga
Motek: 50g, 95m
Druty: 8mm akrylowe KP na żyłce
