Jakoś tak wyszło, że ostatni nadmiar wolnych dni na tyle mnie rozleniwił, że nawet wena pisarska mnie olała i ciężko było mi wejść na stronę, nie mówiąc już o tym, żeby coś napisać, bo na brak rzeczy do pokazania jakoś nie mogę narzekać ?
Jak tylko wyjęłam z paczki włóczkę zakupioną na maminy Redy, już wiedziałam, że sobie też muszę z niej coś wydziergać. A ponieważ wiosna nie może się zdecydować czy mamy nosić sandały, kozaki czy kalosze, to na wszelki wypadek wydziergałam sobie sweter 😉
Decyzja co do koloru zapadła szybko. Wiadomo, że nie wezmę tego samego, który wybrałam mamie, żeby nie było, że się równo wystroimy ? Moje uwagę przykuł Mech. Stąd też nazwa mojego swetra.
Jest to w całości moja wariacja, która gdzieś tam błąkała mi się po głowie od jakiegoś czasu. Zwyklak, z niezbyt luźnym korpusem i do tego proste, dość szerokie rękawy.
Na ile one mi się sprawdzą zobaczymy jak przyjdzie sezon na grzewcze swetry. Jeśli uznam, że mi przeszkadzają, to zawsze mogę je spruć i poprawić. Łatwiej to niż cały sweter ?
Na cały sweter zużyłam niecałe 6 motków Air Dropsa, kolor 12 – zielony mech. Skład to 65% Alpaka, 28% Poliamid, 7% Wełna, a jeden motek 50 g to ok.150 m. Druty 4.0 mm.
Mam nadzieję, że teraz z publikacją będzie już z górki i cały pisarski leń sobie poszedł 😉
A już niedługo szykuję niespodziankę dla wszystkich tych, którzy chcieliby stać się posiadaczami unikatowych rzeczy, ale boją się o nie zapytać ?
