Różne mam pasje rękodzielnicze. Dwie główne, to szydełko i druty. Oprócz tego od czasu do czasu przepraszam się z koralikami. Zdarza mi się też haftować niewielkie projekty, a nawet czasami porwie mnie maszyna do szycia…Dzisiaj będzie o tym przed ostatnim moim hobby 😉
Nie lubię haftować dużych projektów. Nudzą mi się szybko. Jednak z drugiej strony chylę czoła przed każdym, kto się takich dużych prac podejmuje i zawsze trzymam kciuki za szybkie ukończenie. Osobiście lubię bardzo małe hafciki, a największą frajdę sprawiają mi prace, gdzie mam wolną rękę. Takie gdzie zamawiający rzuca mi tylko hasło, temat, który go interesuje i całkowicie zdaje się mnie. Z jeden strony jest to duża presja czy wybrany przeze mnie wzór się spodoba, a drugiej lekki dreszczyk towarzyszący poszukiwaniom czegoś wyjątkowego, nowego, pasującego do tej osoby, czegoś czego jeszcze nie wyszywałam.
Pewnie jak wiele z Was, też nie przepadam za kilkukrotnym robieniem tej samej rzeczy. Zawsze staram się coś w niej zmienić, żeby chociaż minimalnie różniła się od podobnego projektu. Czasami wystarczy zmiana koloru, a czasami trzeba wprowadzić większe modyfikacje 😉
Jednak dzisiaj będzie coś nowego. Do tej pory nie miałam przyjemności haftować grzybów, a tym bardziej muchomora, a raczej aż dwóch. Dlatego zapraszam Was na premierową odsłonę muchomorkowego haftu. Sezon grzybowy uważam za otwarty 😉
Na większym muchomorku przycupnęła sobie biedronka.
W sumie są dwie, bo druga wygląda zza muchomorka
Mniejszy grzybek też jest uroczy
Haft powstał jako panel do torby na robótki. Mam nadzieję, że będzie godnie pełnił swoje zadanie 😉 Jeśli tylko będę wiedziała, że torba już jest, to się Wam nią pochwalę. A Wy wolicie duże hafty czy raczej małe projekty?
