Powoli mogę zacząć Wam pokazywać co powstawało w ciąg ostatnich kilku miesięcy z moich „kotków”. Prezenty zaczynają docierać do właścicieli, więc równocześnie przestają być tajemnicze 😉
Na pierwszy ogień idzie największy, w pięknej czerwieni. Nazwanie go koszyczkiem czy koszykiem byłoby dużym błędem. Słowo kosz, też chyba nie oddaje do końca tego co powstało… Jedyne co mi się nasuwa to koszyszcze… 😀 Takie słowo chyba nie istniej, ale mi pasuje idealnie i trafnie oddaje rozmiary. Średnica dna to 40 cm…
… a wysokość przekracza 30 cm. Jak do tej pory jest to mój największy urobek w tym stylu. Pewności jednak nie mam, bo jest jeszcze jeden, który nie jest obmierzony 😉
Kosz posiada wieczko w kolorze gołębim, niestety obecna pogoda skutecznie uniemożliwia robienie pięknych zdjęć i nie zawsze mogę to zrobić w dzień. Za jasnego w sumie, bo chociaż godzina 16-17 to ciągle dzień, to za oknem już nie…
Dla jego łatwiejszego otwierania, na środku znajduje się pętelka, antenka, dzyndzelek. Jak zwał tak zwał, grunt, żeby dobrze służył 😉
Jak każdy mój kosz, tak i ten zrobiony jest z t-shirt yarn KotToOn zakupionej u Dominiki. Osobiście uwielbiam jej kolorowe i wielkie motki. Podczas ostatnich zakupów nabyłam również KotToOn Ribbon Yarn i KotToOn Barbante Yarn. Wkrótce również i one tu zagoszczą, bo co nieco z nich powstało 🙂
Na zakończenie jeszcze jedno zdjęcie kosza w całości, bo nie mogłam się oprzeć 😉
