Czasami odnoszę wrażenie, że w dzisiejszych zabieganych czasach większość z nas myśli tylko i wyłącznie o sobie, ewentualnie jeszcze o tych, którzy na co dzień mieszkają z nim pod jednym dachem, chociaż z tym też to różnie bywa… A naprawdę, nie potrzeba wiele, żeby komuś sprawić radość 😉
Taki trochę filozoficzny początek mi wyszedł… taki dziwny patrząc na to co tutaj u mnie można na co dzień znaleźć, ale czasami i tak trzeba. Jednak ja w sumie nie o filozofii chciałam i nie martwcie się, nie będę sprawdzać kto jak się w domu czy poza nim zachowuje. Ja chciałam o radości drugiego człowieka dzisiaj. O tym, że czasami coś powiedziane mimochodem, a usłyszane przez kogoś innego może zaowocować czymś fajnym. Dobra, takie wywody to nie dla mnie… 😉 Powiem wprost. Nawet głupia para skarpet może sprawić komuś ogromną radość 🙂
W sumie to ta para skarpet nie taka głupia, ale za to bardzo męska i bardzo różowa. Tak, tak nie przesłyszeliście się, męska, a konkretnie w rozmiarze 45. Mam nadzieję, że będą dobrze się spisywać w te jesienne a później i zimowe wieczory i grzać tak jak powinny 😉
A tak prezentuje się owa światowa para 😉
Cholewka jest dość wysoka i wywijana, ale jeśli zostawić ją niewywiniętą, to mogą robić prawie za kolanówki 😉
Tył, aż do dołu pięty to podwójny ściągacz. Takie fajne coś, co sprawia, że w wersji jednokolorowej skarpetki nie są nudne 😉
Przód zrobiony na gładko.
Jeśli nadal nie wierzycie, że para tych skarpet jest własnością mężczyzny, bo przecież oni to tylko w czarnym i szarym by chodzili, to zapraszam TU. Możecie zobaczyć zdjęcie na właścicielu… 😀
Włóczka to Fabel z Drops’a, 75% wełna, 25% poliamid, 50 g to ok. 205 m, kolor fuksja (109). Zużyłam równo dwa motki, po jednym na każdą skarpetkę. Zostało mi może ze 2 m końcówki 😉
Całość powstawała na drutach z żyłką, 2,5 mm. Pięciu nie ogarniam, wprowadzają u mnie dodatkowy chaos, a jak na razie wystarczy mi ten co jest 😉
Wzór pochodzi ze strony Dropsa i nazywa się Toasted Delight.
